Jego dłoń drżała, choć nie wiedziałam, z jakiego powodu. Nie mogło być mu zimno. Okna były pozamykane. A ja zdążyłam objąć Jego szyję ciepłymi dłońmi. Mogłabym Go nie wypuszczać z rąk. Podobno, kiedy złapie się szczęście, trzeba je mocno trzymać. Może chcieć się wyrwać, uciec albo ktoś je ukradnie. Ja swoje złapałam za szyję. Teraz powinnam się bać, że z pragnienia zaraz je uduszę. Zdecydowałam się zapaść w poduszkę, bacznie obserwując sufit, kiedy przytrzymywał moje rozłożone ręce po obu stronach ciała. Ścisnęło mnie w gardle nadzwyczaj mocno, wręcz dławiąco, gdy rozgrzanymi ustami dotknął mojej bladej szyi, nagle pojawiając się w zasięgu mego wzroku. Przejechał wargami w dół, ocierając się brodą o obojczyk. Mruknęłam, zaciekle obserwując żarówkę wkręconą w żyrandol nad nami. Oddałam mu się, żeby mógł z pasją wyjadać ze mnie cały strach, na jego miejsce wpasowując spokój. I rozkosz. Poruszyłam palcami, gdy nienaturalnie mocno przycisnął nadgarstek do materaca. Wciśnięta w poduszki przechylałam głowę w lewo, bo zachciało mu się podrażnić całą moją szyję ustami i językiem. Znów zacisnął palce, trochę wyżej, nad nadgarstkiem, żebym mogła sprawdzić, czy czasem nie robi mi krzywdy. Odwróciłam głowę, powodując tym samym, że przerwał kontakt swoich ust z moją skórą. Mój niepewny wzrok spotkał się z Jego zawadiackim spojrzeniem. Pomimo swojej delikatności względem mnie, w ruchach krył odwagę. Dominował, powodując w moich żyłach pienienie się krwi. Całowana po piersi wsłuchiwałam się w szum tętniący w żyłach. Zadarł głowę. Łagodnie zaglądał mi do źrenic, splątując palce z moimi. Musiałam przecież jęknąć, gdy naparł na mnie wcale nie lekko. Patrzył się tak wyzywająco, trochę łagodnie, trochę niegrzecznie. Tak całkiem w swoim stylu, z miodowym blaskiem. Przygryzłam wargę smakującą Jego ustami, które chwile temu przelotnie ugryzł. Może musnął. Trudno określić. Zaatakował mnie tak szybko, że zdążyłam jedynie podnieść rękę do Jego ramienia. Bezcelowo dotknęłam Go za szyję, chociaż wiele sobie z tego nie robił. Odchyliwszy głowę pozwoliłam uwolnić nadgarstki z Jego uścisku. Pozbawiał mnie kontroli nad własnym ciałem, wsuwając dłonie pod czarną bluzkę opinającą brzuch. Nachylony nade mną najpierw przesunął szorstkie palce w okolice pępka. Drażniąc skórę podbrzusza, mruknął coś. Przygłuszony przez mój przyśpieszony oddech. Przymrużyłam oczy, spoglądając na Jego wzrok wbity w moją szyję. Przejechał kciukiem wzdłuż mojego żebra. Tym razem to ja mruknęłam, orientując się, że podrywa do góry lekki, czarny materiał bluzki zakrywającej moje ciało. Poczułam wiaterek na brzuchu. Na sekundę spotkaliśmy się wzrokiem. Zniknął za czarną plamą, gdy ściągał bluzkę przez moją szyję. Zatchnęłam się, podnosząc ramiona do góry. Potem już tylko obserwowałam jak swobodnie odkłada sponiewieraną bluzkę obok nas, kątem oka obserwując ciało, które pozbawił okrycia. Gdyby nie ciepło bijącego od Jego ciała, zaczynałabym dygotać. Źle, źle mówię. Kiedy tylko wbił wzrok w nitki czarnego stanika, momentalnie zaczęłam drżeć. Umknęłam mu z ramion, przytrzymując się Jego pleców. Odkrył wstydliwe rumieńce na skórze policzków i odwrócił głowę w inną stronę. Oswajał mnie, cwaniak. Chyba się uśmiechał. Dreszcz przebiegający po moim ciele szybko poszedł w niepamięć. Ocierające się dłonie o moje biodra doprowadziły mnie do zastygnięcia w bezruchu. Pozwoliłam mu obserwować swój brzuch. Wyjątkowo dobrze to wykorzystał, przenosząc wzrok trochę wyżej. Wyżej, wyżej. Oczy mam zaraz nad ustami. Rozchylone uda były idealnym miejscem, w które natychmiast się wcisnął, gdy próbowałam ułożyć się wygodniej. Wgnieciona w materac zaczynałam coraz szybciej oddychać. Jeszcze z zamkniętymi oczami uczepiłam się paznokciami Jego koszulki. Z satysfakcją próbowałam ją zerwać. Tak jednym, zwinnym ruchem, jak to robią w filmach. Albo w dobrych książkach. Zachichotał, kiedy naburmuszona opadłam na poduszkę, odepchnięta lekko. Nie podnosił w górę rąk, więc nie miałam możliwości zsunięcia materiału. Szarpnęłam Go za rękaw, jak mała dziewczynka, stękając. Widząc moje nieudane próby rozebrania Go, uśmiechnął się chytrze, podciągając koszulkę wyżej.
Pływałam w Jego ramionach, pozwalając się całować w każdym miejscu. Gdzie mu się tylko podobało. Nieznacznie wgniatał mnie w miękką pościel, wprawiając w coraz większe otępienie swoją odwagą. I przesadną czułością, którą zatruwał mi usta i oczy. Jeśli nie miałabym gorączki uczuć, mogłabym określić, gdzie aktualnie dotyka mnie ustami. Rozpalona przez gesty czułam Jego wargi wszędzie. Na szyi, na policzku, na obojczyku, biodrze i żebrach. A teraz tak machinalnie zjechał ustami na lewą pierś, aż odebrało mi oddech. Bolało mnie łapanie haustów powietrza. Bolały mnie Jego gorące usta przy pępku. Straciłam oddech. Na minutę. Może na wieczność. Wygięłam się lekko, odsuwając kawałek kołdry. Wijąc się pod Nim w celu złagodzenia mrowienia ciała, doprowadziłam Go jedynie do większej ekscytacji. Podniósł głowę, zagryzając wargę. Bez chwili namysłu sięgnęłam dłonią do Jego ciepłej szyi. Przyciągnąwszy Jego twarz do swojej, zrobiłam coś, co mocno Go rozbawiło. Tylko nie umiem zrozumieć, dlaczego zaczął się tak szeroko uśmiechać. Zarzucając mu stopy na biodra, zaczęłam zsuwać dresowe spodnie spoczywające na Jego nogach. Kiedy niespodziewanie dotknął mojego żebra, zrezygnowałam ze zdejmowania spodni w ten sposób. Postanowiłam opuścić nogi. I spektakularnie wyczołgałam się spod Justina. Złapany za dłoń, posłusznie położył się na plecach, zaczesując włosy do tyłu. Uśmiech poszerzał mu się z minuty na minutę. Zgryźliwa byłam, mocno złośliwa, trzymając rękę na Jego kolanie. Trzymałam Go, zmuszając do czekania nie wiadomo na co. Wreszcie przypomniałam sobie, jak bardzo chciałam zdjąć z bioder Justina spodnie. Przesunęłam ręce wyżej i łapiąc za gumkę, pociągnęłam ubranie w dół, odsłaniając granatowe bokserki. Zawahałam się na moment, a potem szarpnęłam spodniami do kostek. Poruszył stopami, uwalniając się od nogawek. Odwróciłam się na moment, zsuwając szary materiał z łóżka. Kiedy znów odwróciłam się w Jego stronę, podnosił plecy i kierował twarz w moją stronę. Zamrugałam kilka razy, spostrzegając, w jak szybkim tempie Jego twarz znalazła się blisko mojej. Owionął mnie swoim zapachem. Nie perfum. Perfumy były przy mnie zawsze. Zapach skóry miotał mną jeszcze mocniej. Zakręciło mi się w głowie, obserwując jak przykłada mi dłoń do policzka. Poczułam zapach szamponu Justina, gdy momentalnie przykleił się ustami do mnie, takim charakterystycznym mlaśnięciem. Zawirowało mi przed oczami, kiedy osunęliśmy się w niewygodnej pozycji, przy skrawku łóżka. Bezwładna dłoń zjechała mi na dywan, drugą przytrzymywałam się prześcieradła, w myślach prorokując, że albo zaraz je porwę, albo ściągnę. Zakleszczyłam się nogami na Justinie, myśląc, że może to uchroni mnie przed zjechaniem na puchaty dywan. Chyba za mocno zainteresował się moimi ustami, by zwrócić uwagę na to, że połową ramion jestem poza łóżkiem. Mruknęłam coś między naszymi ustami, za co ewidentnie był zbulwersowany. Ścisnął moje usta swoimi, znacznie mocniej niż wcześniej. Wydaje mi się, że to była lekka sugestia, żebym umilkła i dała zjadać swoje usta. Zareagował na moje katusze dopiero wtedy, kiedy uszczypnęłam Go w plecy, czując, jak zsuwam się z łóżka. Niechętnie oderwał się ode mnie, po czym pociągając za biodra, zostałam brutalnie wciągnięta na łóżko. Zanim zdążyłam otworzyć usta, złapać haust powietrza, nadrabiając trochę, zgniótł mi wargi. Zaśmiałabym się, ale ryzykuję, że się pogryziemy.
I ja wcale nie wiem, kiedy czyjeś sine palce zaczęły majstrować z dużym, czarnym guzikiem od obcisłych spodni ściskających mi uda. Zagotowałam się. Gdzieś tam w środku, w brzuchu, na dole. Pokręciłam biodrami, chcąc uspokoić motyle odstawiające w moim wnętrzu cyrk. Wiele zrobić się nie dało. Zamglonym wzrokiem obserwowałam włosy Justina. W świetle słońca błyszczały fascynująco. Zapatrzyłam się, a potem drgnęłam, szarpnięta za spodnie. Spuściłam wzrok w dół, patrząc na wygiętą szyję szatyna. Skręcał głowę w stronę swojej ręki, którą majstrował przy spodniach. Wyswobodziłam rękę z Jego uścisku i obserwowałam w rozrywającej ciszy, jak pozbywa mnie spodni. Ciepło. Cieplej. Gorąco. Parno.
Znów szarpnął moimi nogami, a potem z wielką satysfakcją wyrzucał spodnie w górę. Opadły na dywan, gdzieś pod łóżkiem, z cichym odgłosem uderzania guzika o podłogę.
I nagle, kiedy utknęłam gdzieś pod Jego klatka piersiową, ugnieciona łokciem, sufit stał się jedyną rzeczą, jaką widziałam. Znosiłam ciche pocałunki w szyję. Dotyk ciepłego kciuka podróżującej wzdłuż uda. Drobne wypustki gęsiej skórki. Jego nogi splątane z moimi. Patrząc tępo w sufit odchylałam głowę, dając chłopakowi większy dostęp do skóry. Rozlał mi wrzątek przy brzuchu, wciskając palec pod gumkę majtek. Sufit się rozmył. Ciepło parzyło. Palec wędrował. Nawet nie syknął. Dlaczego On nie syknął, kiedy ścisnęłam mu skórę na plecach? Wżynałam mu paznokcie w plecy, a On niewzruszony zajmował się jedynie cienkim, czarnym materiałem. Próbowałam dostrzec chociaż trochę tego sufitu, nie rozmytego. Schowałam twarz w poduszce, zaciskając usta i rozprostowując palce na Jego plecach. Za oknem coś huknęło. Powietrze naokoło mnie tężało. Poderwałam nogę do góry, zarzucając ją zgrabnie na biodro chłopaka. Ręka taka ciepła, znająca każdy kawałek mojego ciała. I pamiętam tę Jego spoconą dłoń, którą złapał mnie za nadgarstek, gilgoczącym oddechem szepcząc mi do ucha…
- Oddychaj, oddychaj, proszę…